Węgry mierzą się z komunistyczną przeszłością

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images
- Autor, Henry Ridgwell
- Data publikacji
- Czas czytania: 5 min
Węgry opublikowały w internecie pełne archiwum komunistycznych służb bezpieczeństwa. Dokumenty mogą ujawnić, kto przez ponad 40 lat donosił na sąsiadów, współpracowników, przyjaciół i członków rodziny.
Rząd twierdzi, że to ważny krok w procesie demokratycznych przemian kraju.
Dla części obywateli to długo wyczekiwana szansa na poznanie okoliczności aresztowań, przesłuchań i zaginięć związanych z działalnością komunistycznego państwa i jego sieci informatorów.
Dla innych publikacja archiwów może oznaczać ujawnienie bolesnych tajemnic skrywanych przez dziesięciolecia.
Informatorzy i szpiedzy
Jako działacz opozycji na komunistycznych Węgrzech w latach 80. Bálint Magyar wiedział, że jest pod ścisłą obserwacją władz.
Udało mu się zdobyć fragmenty tajnych materiałów, które państwo gromadziło na jego temat. Wśród nich znalazł się raport informatora opisujący przemówienie wygłoszone przez niego do grupy nauczycieli w 1987 roku. Według dokumentu Magyar miał stwierdzić, że „w naszym kraju wkrótce dojdzie do zmiany ustroju."

Czterdzieści lat później Magyar wspomina to z rozbawieniem.
„Nie pamiętałem, że już wtedy mówiłem o możliwości zmiany ustroju," powiedział.
„Sam mechanizm inwigilacji i sposób jego działania nigdy nie zostały w pełni ujawnione. Być może udostępnienie wszystkich dokumentów pozwoli teraz lepiej zrozumieć, jak funkcjonował cały system," dodał w rozmowie z BBC.
Magyar nie zna tożsamości informatora ani szczegółów operacji prowadzonej przeciwko niemu. Wkrótce może się to jednak zmienić.

Pierwsza część archiwów ma zostać opublikowana 4 listopada, w 70. rocznicę stłumienia przez Związek Radziecki węgierskiego powstania z 1956 roku.
W kolejnych latach wielu przywódców ruchu opozycyjnego trafiło do więzień lub zostało straconych.
Władze komunistycznych Węgier stworzyły rozbudowany system inwigilacji. Do współpracy werbowano zwykłych obywateli, często przy pomocy szantażu lub korzyści materialnych, aby szpiegowali swoich sąsiadów.
Dyrektor Archiwum Historycznego Służb Bezpieczeństwa Państwa, Gergő Bendegúz Cseh, powiedział, że dokumenty zawierają nazwiska od 50 do 60 tys. współpracowników.
„Udostępniamy wszystkie akta byłych agentów. Dzięki temu będzie można sprawdzić nie tylko, kto został zwerbowany, ale także jak do tego doszło, czym te osoby szantażowano i jak działały," powiedział Cseh.

Źródło zdjęcia, Getty Images
Ujawnione nazwiska informatorów
Nie wszyscy jednak uważają, że te odtajnienia to coś pozytywnego.
Peter Müller „Sziámi" był częścią węgierskiej alternatywnej sceny rockowej w latach 80. W tłumie niemal zawsze znajdowali się policyjni informatorzy obserwujący uczestników koncertów.
„Bywało, że składano na ciebie donosy, a potem trafiałeś na komisariat. Takie sytuacje zdarzały się regularnie," powiedział.
Müller przez lata sprzeciwiał się komunistycznemu systemowi. Mimo to ma wątpliwości co do ujawniania tożsamości osób, które donosiły na innych.
„Nie jestem przekonany, że po tylu latach społeczeństwo potrzebuje takiego rozliczenia czy oczyszczenia, polegającego na wskazywaniu palcem, upokarzaniu, zawstydzaniu i karaniu ludzi, którzy albo już nie żyją, albo dawno ułożyli sobie życie na nowo," powiedział.

Źródło zdjęcia, Reuters
Proces demokratyzacji
We wrześniu przyjęto ustawę otwierającą archiwa.
Po zwycięstwie nad Viktorem Orbánem w wyborach w kwietniu premier Péter Magyar zapowiedział, że jego rząd „spełni jedną z najważniejszych obietnic demokratycznej transformacji: udostępnimy istniejące dokumenty i umożliwimy ich przeszukiwanie."
Niektóre kraje, w tym Polska i Niemcy, znacznie szybciej otworzyły swoje archiwa po upadku komunizmu. Nie wszystkie dokumenty zostały jednak zdigitalizowane, a dostęp do nich bywa ograniczony do akt dotyczących danej osoby lub jej rodziny.
Węgry deklarują, że ich internetowe archiwum będzie dostępne dla wszystkich i pozwoli na swobodny dostęp do dokumentów.

Źródło zdjęcia, EPA/Shutterstock
Rozliczenie z przeszłością
Zdaniem byłego opozycjonisty Bálinta Magyara otwarcie archiwów następuje zbyt późno, by można było mówić o rozliczeniu winnych.
„Nie chodzi już przede wszystkim o to, kogo należy pociągnąć do odpowiedzialności i kogo można jeszcze rozliczyć. Większość osób z tamtego pokolenia już nie żyje, a pozostali zakończyli aktywność zawodową," powiedział.
Po upadku komunizmu w 1989 roku Magyar został posłem i ministrem. Obecnie jest starszym pracownikiem naukowym Instytutu Demokracji Środkowoeuropejskiego Uniwersytetu w Budapeszcie i specjalizuje się w badaniu państw postkomunistycznych.
Jego zdaniem znaczenie archiwów wykracza poza rozliczanie konkretnych osób.
„Naród nie może żyć w kłamstwie, nie mierząc się w jakiś sposób z własną przeszłością. Udostępnienie archiwów z pewnością pomoże Węgrom to zrobić," powiedział.
Węgry wkrótce dowiedzą się znacznie więcej o swojej przeszłości.
Zwolennicy publikacji archiwów uważają, że to ważny krok na drodze do historycznego pojednania. Dla innych ujawnione dokumenty mogą jednak okazać się bolesne.
Przy tłumaczeniu tego artykułu, który oryginalnie był napisany w języku angielskim, użyto narzędzi AI. Dziennikarz BBC sprawdził tłumaczenie przed publikacją. Więcej o tym, jak używamy AI.
Edycja: Julita Waleskiewicz








