Były przywódca gangu uznany za winnego zorganizowania zabójstwa rapera Tupaca Shakura

Źródło zdjęcia, Reuters
- Autor, Anoushka Mutanda-Dougherty
- Stanowisko, w sądzie w Las Vegas
- Autor, Christal Hayes
- Autor, Shaimaa Khalil
- Autor, Regan Morris
- Data publikacji
- Czas czytania: 4 min
Były przywódca gangu Duane „Keefe D" Davis został uznany za winnego zorganizowania zabójstwa Tupaca Shakura. Jest to pierwszy werdykt w sprawie, która przez niemal 30 lat fascynowała fanów hip-hopu.
Tupac został zastrzelony 7 września 1996 roku podczas ataku z przejeżdżającego samochodu w Las Vegas. Ława przysięgłych uznała Davisa za winnego morderstwa z użyciem śmiercionośnej broni.
63-latek, ubrany w czarny garnitur, wysłuchał werdyktu w sądzie w Las Vegas bez widocznej reakcji, po czym zapowiedział złożenie apelacji.
Podczas rozprawy sąd wysłuchał nagrania przesłuchania policyjnego z 2008 r., w którym Davis zeznał, że znajdował się w samochodzie, z którego padły strzały, ale sam nie oddał strzałów, które zabiły Shakura.
Prokuratorzy argumentowali, że Davis, były przywódca gangu South Side Compton Crips, nie oddał strzałów osobiście, ale zorganizował atak i dostarczył broń, z której miał strzelać jego bratanek Orlando Anderson.
Anderson zginął w 2008 r. w strzelaninie niezwiązanej ze sprawą. Do końca zaprzeczał swojemu udziałowi w zabójstwie Shakura.
Gdy w poniedziałek odczytywano werdykt, bliscy Tupaca trzymali się za ręce. Niektórzy obejmowali się i płakali.
Shakur miał 25 lat, gdy został zastrzelony u szczytu kariery jako jeden z najbardziej wpływowych artystów w historii rapu. Na całym świecie sprzedał ponad 75 milionów płyt.
Przez 30 lat sprawa pozostawała jedną z najsłynniejszych niewyjaśnionych zbrodni w Stanach Zjednoczonych, dając początek niezliczonym teoriom spiskowym.
Dopiero teraz zapadł pierwszy werdykt.

Źródło zdjęcia, Getty Images
W trakcie procesu prokuratorzy twierdzili, że Davis zaplanował strzelaninę jako odwet za bójkę, w którą zaledwie kilka godzin wcześniej w Las Vegas miał być zamieszany Anderson oraz osoby z otoczenia Tupaca Shakura.
Do zabójstwa rapera doszło w okresie ostrej rywalizacji między scenami hip-hopowymi Wschodniego i Zachodniego Wybrzeża USA oraz w czasie konfliktów między gangami Bloods i Crips, które były silnie związane ze środowiskiem hip-hopowym.
Po ogłoszeniu werdyktu członkowie rodziny Tupaca nie kryli emocji. Jego siostra objęła jednego z prokuratorów, podczas gdy inni bliscy siedzieli obok, płacząc.
Podobne reakcje można było zobaczyć przed budynkiem sądu, gdzie oddani fani rapera płakali i wiwatowali po ogłoszeniu werdyktu.

Źródło zdjęcia, STEVE MARCUS / POOL / AFP via Getty Images
Kluczowym dowodem w sprawie okazały się własne słowa Davisa. Wielokrotnie i publicznie przyznawał, że znajdował się w białym Cadillacu, z którego oddano śmiertelne strzały.
Już podczas tajnego policyjnego przesłuchania w 2008 r., prowadzonego w związku ze śmiercią rapera Notoriousa B.I.G. (Christophera Wallace'a), opowiedział śledczym o swojej roli w zabójstwie Tupaca.
Szerzej opisał ją również w wydanych w 2019 r. wspomnieniach „Compton Street Legend".
Jego książka i późniejsze wywiady medialne sprawiły, że utracił ochronę wynikającą z porozumienia zawartego wcześniej z władzami, które uniemożliwiało postawienie mu zarzutów. Sąd uznał w rezultacie, że zapis policyjnego przesłuchania może zostać wykorzystany jako dowód podczas procesu o zabójstwo.
W mowie końcowej prokurator Binu Palal wezwał ławę przysięgłych, by uwierzyła słowom Davisa i uznała go za winnego.
Jak argumentował, przez lata Davis sam przyznawał się do odpowiedzialności za śmierć Tupaca Shakura w dokumentach, wspomnieniach, podcastach i podczas rozmowy z policją.
„To on wydawał rozkazy. W każdej wersji wydarzeń jest przywódcą gangu South Side Crips," powiedział Palal.
„Jeśli osoba wydająca rozkazy siedzi na przednim siedzeniu pasażera, gdy padają strzały, nie ma wątpliwości, że ponosi za to odpowiedzialność."
Podczas całego procesu obrońcy Davisa próbowali przekonać ławę przysięgłych, że jego wypowiedzi były fikcją — przesadą i brawurą, mającą na celu sprzedaż książek i zarobienie pieniędzy.
W mowie końcowej jego adwokat Michael Sanft przekonywał przysięgłych, by uznali Davisa za kłamcę opowiadającego zmyślone historie wyłącznie po to, by sprzedawać książki.
„Nie ma żadnych dowodów," powiedział ławie przysięgłych.
Jednak zaledwie kilka godzin po rozpoczęciu narady przysięgli uznali Davisa za winnego.
Tuż przed zakończeniem rozprawy sędzia Carli Kierny wyznaczyła termin ogłoszenia wyroku na 13 października.
Podczas omawiania kolejnych formalności procesowych Davis podniósł rękę, przerywając sędzi. „Chciałbym odzyskać swoje rzeczy," powiedział, wspominając o swoich rzeczach osobistych, w tym telefonie.
Następnie dodał:„Chciałbym odwołać się od tej decyzji."
Sędzia wyjaśniła mu, że będzie mógł to zrobić po ogłoszeniu wyroku.
Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzi AI, w ramach projektu pilotażowego.
Opracowanie: Nicole Frydrych




