Pucz, który odmienił Turcję: dekada przemian pod rządami Erdogana

Źródło zdjęcia, Getty Images
- Autor, BBC News Turkish
- Data publikacji
- Czas czytania: 8 min
Strzały na ulicach, czołgi w ruchu, myśliwce przelatujące nisko nad budynkami rządowymi, atak na parlament – wszystko transmitowane na żywo w telewizji.
Nawet w kraju, który doświadczył trzech zamachów stanu i dwóch innych interwencji wojskowych, noc z 15 na 16 lipca 2016 roku była wydarzeniem bez precedensu.
Nigdy wcześniej turecki parlament nie znalazł się pod ostrzałem. Nigdy też na moście Bosforskim w Stambule – obecnie oficjalnie noszącym nazwę Mostu Męczenników 15 Lipca – nie doszło do takiego rozlewu krwi, gdy cywile odpowiedzieli na apel prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana i wyszli na ulice, by przeciwstawić się uczestnikom puczu.

Źródło zdjęcia, Getty Images
Łącząc się na żywo z prezenterem telewizyjnym za pośrednictwem aplikacji w telefonie komórkowym z nieujawnionego miejsca pobytu, Erdogan wezwał swoich zwolenników do wyjścia tej nocy na ulice. Meczety w całym kraju nagłaśniały jego apel przez głośniki.
Do rana próba zamachu stanu została stłumiona. W jej wyniku zginęły 253 osoby, w tym 184 cywilów. Śmierć poniosło również 34 domniemanych uczestników puczu.

Źródło zdjęcia, Anadolu via Getty Images
Próba zamachu stanu trwała zaledwie kilka godzin, ale jej konsekwencje przez ostatnią dekadę głęboko zmieniły turecką politykę, przekształcając układ sił w kraju i redefiniując relacje Turcji z zagranicą.
Masowa czystka
Rząd oskarżył o zorganizowanie próby zamachu stanu siatkę powiązaną z mieszkającym w USA islamskim duchownym Fethullahem Gülenem. Gülen aż do swojej śmierci w 2024 roku zaprzeczał jakimkolwiek związkom z puczem.
Kilka dni po nieudanej próbie przewrotu wprowadzono stan wyjątkowy, który obowiązywał do 2018 roku i był przedłużany siedmiokrotnie.
W tym okresie władze przeprowadziły jedną z największych czystek w historii współczesnej Turcji. Rząd argumentował, że działania te były konieczne do rozbicia sieci powiązanej z Gülenem.

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images
Ruch religijny Fethullaha Gülena przez dziesięciolecia zajmował wpływowe stanowiska w tureckich instytucjach państwowych i administracji. Sam Gülen był niegdyś bliskim sojusznikiem prezydenta Erdogana.
Po nieudanej próbie zamachu stanu dziesiątki tysięcy żołnierzy – w tym wysokich rangą oficerów i generałów – a także sędziów, prokuratorów, policjantów, naukowców i urzędników państwowych zostały aresztowane, zwolnione lub zawieszone w obowiązkach.
Zamknięto również setki prywatnych szkół i placówek edukacyjnych, które według władz były powiązane z ruchem Gülena, a także kilka uniwersytetów.
Krytycy twierdzą, że represje wykraczały daleko poza osoby podejrzewane o udział w puczu czy związki z ruchem Gülena i objęły znacznie szersze grono przeciwników władz.
Przedstawiciele opozycji utrzymują ponadto, że po przeprowadzonych czystkach wpływy w instytucjach państwowych zyskały z czasem inne wspólnoty religijne. Rząd stanowczo odrzuca te zarzuty.
Konsolidacja władzy przez Erdogana
Prawdopodobnie najważniejszą polityczną konsekwencją próby zamachu stanu było umocnienie władzy prezydenta Erdogana.

Źródło zdjęcia, Anadolu via Getty Images
W 2017 roku wyborcy niewielką większością głosów poparli zmiany konstytucyjne, które zastąpiły system parlamentarny silnym systemem prezydenckim. Weszły one w życie rok później, kiedy zlikwidowano urząd premiera, a uprawnienia prezydenta zostały znacząco rozszerzone.
Zwolennicy reform twierdzą, że nowy system zapewnił stabilność polityczną, szybsze podejmowanie decyzji oraz sprawniejsze rządzenie.
Krytycy argumentują jednak, że doprowadził on do nadmiernej koncentracji władzy w rękach prezydenta, a w szczególności jednej osoby.
Amerykański think tank Freedom House uważa, że w systemie prezydenckim zdolność parlamentu do wpływania na politykę państwa została znacząco ograniczona.
"Erdogan często ingeruje w działania ministerstw i niezależnych instytucji publicznych, gdy postępują one wbrew jego woli," napisano w najnowszym raporcie organizacji dotyczącym Turcji.
Podobną ocenę przedstawia dr Doğan Çetinkaya z Uniwersytetu Stambulskiego.
Jego zdaniem system prezydencki cechują „arbitralność oraz niejasna struktura instytucjonalna".
Obawy dotyczące autorytaryzmu
Turecki rząd od lat spotykał się z krytyką dotyczącą przestrzegania praw człowieka i swobód obywatelskich, jednak po próbie zamachu stanu i następujących po niej czystkach obawy te jeszcze się nasiliły.

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images
Po usunięciu ze stanowisk tysięcy sędziów i prokuratorów oskarżanych o związki z ruchem Gülena organizacje broniące praw człowieka oraz europejskie instytucje zaczęły wyrażać obawy o niezależność sądownictwa.
"Po 15 lipca instytucje tureckiego systemu politycznego i administracyjnego zostały osłabione i utraciły swoją autonomię," mówi prof. Doğan Çetinkaya.
"Wymiar sprawiedliwości i parlament przestały pełnić rolę realnych ośrodków władzy".

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images
Od tamtej pory organizowanie publicznych demonstracji stawało się coraz trudniejsze. Władze regularnie nakładają ograniczenia na zgromadzenia i prowadzą je przy wzmożonych środkach bezpieczeństwa.
Pogorszyła się również sytuacja mediów. Krytycy wskazują na rosnący wpływ rządu na właścicieli mediów oraz ściganie znanych dziennikarzy. W rankingu wolności prasy organizacji Reporterzy bez Granic na 2026 rok Turcja zajmuje 163. miejsce spośród 180 państw.
Wolność słowa pozostaje przedmiotem sporów. Niedawno aresztowano popularnego stand-upera pod zarzutem znieważenia prezydenta. Dołączył on do długiej listy dziennikarzy, polityków i osób publicznych objętych postępowaniami.
Zdaniem organizacji Freedom House „Turcja w ciągu ostatniej dekady stawała się coraz bardziej autorytarna, konsolidując władzę poprzez zmiany konstytucyjne oraz więzienie przeciwników politycznych, niezależnych dziennikarzy i przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego".

Źródło zdjęcia, dia images via Getty Images
W marcu 2025 roku burmistrz Stambułu Ekrem Imamoglu – powszechnie uznawany za najgroźniejszego potencjalnego rywala Erdogana w przyszłych wyborach prezydenckich – został aresztowany wraz z dziesiątkami urzędników samorządowych pod zarzutami korupcyjnymi, którym wszyscy zaprzeczają. Jego proces nadal trwa.
W maju 2026 roku decyzja sądu doprowadziła do ingerencji w kierownictwo jego partii – głównej opozycyjnej Republikańskiej Partii Ludowej (CHP). Jej lider został zastąpiony przez swojego poprzednika, co opozycja określiła mianem „sądowego zamachu stanu".
Rząd odrzuca jednak oskarżenia o odchodzenie od standardów demokratycznych. Twierdzi, że zmiany wprowadzone po nieudanej próbie puczu i następujących po niej czystkach wzmocniły stabilność polityczną, bezpieczeństwo narodowe oraz instytucje demokratyczne poprzez usunięcie osób powiązanych z organizacjami uznawanymi przez państwo za zagrożenie.
"Postrzegam obecny system jako odpowiedź państwa na egzystencjalne zagrożenie, które ujawniła próba zamachu stanu," mówi Nuri Salik, profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Yıldırım Beyazıt.
"Nie widzę tego wyłącznie jako zwrotu w stronę autorytaryzmu, lecz raczej jako przejaw instynktu samozachowawczego państwa".
Ograniczona rola wojska
Przez dziesięciolecia tureckie wojsko postrzegało siebie jako strażnika świeckiej republiki założonej przez Mustafę Kemala Atatürka i wielokrotnie ingerowało w politykę w okresach kryzysów politycznych.
Po nieudanej próbie zamachu stanu w 2016 roku przeprowadzono szereg reform strukturalnych, które zdecydowanie podporządkowały siły zbrojne cywilnym władzom państwa.

Źródło zdjęcia, Getty Images
"Wprowadzono nowe zasady rekrutacji i dowodzenia, zreorganizowano lub zamknięto akademie wojskowe oraz szpitale wojskowe, a część jednostek armii przeniesiono poza centra miast".
Wielu analityków uważa, że zmiany te skutecznie zakończyły epokę wojskowych ingerencji w turecką politykę.
"Wojsko zawsze pełniło rolę instytucji sprawującej nadzór nad polityką," mówi prof. Salik.
"Po raz pierwszy we współczesnej historii Turcji ludzie aktywnie przeciwstawili się wojskowej interwencji. W tym sensie 15 lipca był ważnym punktem zwrotnym".
Jego zdaniem armia „całkowicie utraciła" zdolność wpływania na turecką politykę.
"To najważniejsza zmiana," podkreśla.
Polityki ukierunkowane na bezpieczeństwo
Polityka zagraniczna Turcji również uległa znaczącym zmianom po nieudanej próbie zamachu stanu.
W kolejnych miesiącach i latach Ankara przeprowadziła trzy duże operacje wojskowe poza swoimi granicami, na północy Syrii. Ich celem było zarówno tzw. Państwo Islamskie (ISIS), jak i kurdyjskie Powszechne Jednostki Ochrony (YPG).

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images
"Turcja uważa YPG za organizację powiązaną z Partią Pracujących Kurdystanu (PKK), uznawaną za organizację terrorystyczną przez Turcję, Stany Zjednoczone i Unię Europejską. W ostatnich latach pojawiły się próby wznowienia procesu pokojowego z PKK, jednak ich powodzenie pozostaje niepewne.
Prof. Salik uważa, że nieudana próba zamachu stanu umocniła w tureckim aparacie państwowym podejście skoncentrowane na kwestiach bezpieczeństwa.
"Ochrona państwa stała się nadrzędnym priorytetem," mówi.

Źródło zdjęcia, Getty Images
Turcja prowadzi również bardziej zróżnicowaną politykę zagraniczną, zacieśniając relacje z Rosją, mimo że pozostaje ważnym członkiem NATO. Zakup rosyjskiego systemu obrony powietrznej S-400 doprowadził do poważnego konfliktu z Waszyngtonem, skutkując nałożeniem amerykańskich sankcji oraz wykluczeniem Turcji z programu myśliwców F-35.
W ubiegłym tygodniu prezydent USA Donald Trump zapowiedział jednak zniesienie tych sankcji i zasygnalizował gotowość do ponownego rozważenia kwestii sprzedaży myśliwców F-35 Turcji. Ewentualna decyzja w tej sprawie prawdopodobnie napotka jednak silny sprzeciw w Kongresie.
Tymczasem wieloletnie starania Turcji o członkostwo w Unii Europejskiej nie przyniosły większych postępów. Negocjacje akcesyjne pozostają de facto zamrożone od 2018 roku.
Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzi AI, w ramach projektu pilotażowego.
Edycja: Kamila Koronska












